Kocie Imperium – koty Ermitaża

Ich liczba oscyluje zazwyczaj w granicach sześćdziesięciu osobników. Są wszędzie; puszyste, wielkie, nieufne. Te półdzikie koty mają do dyspozycji dziesiątki kilometrów piwnicznych korytarzy i tyle samo ciepłych rur ogrzewających pomieszczenia jednego z najbogatszych na świecie zbiorów sztuki zgromadzonych w Zimowym Pałacu, części Ermitaża. Suche, ciepłe tunele i niczym niezakłócony spokój to prawdziwy raj dla ermikow, jak nazywane są koty petersburskiego muzeum. Przemierzając muzealne podziemia, co chwilę przemyka futrzane cielsko, jakiś rudzielec wylizuje resztki karmy z miski, a z oddali dobiega przenikliwe: miaaauuuu.

Obecność ermikow nie jest w Ermitażu przypadkowa. Pierwsze koty do Petersburga kazała sprowadzić Elżbieta I, teściowa przyszłej carycy Katarzyny Wielkiej. Ich zadaniem było bronić pałacowych wnętrz przez inwazją szkodliwych gryzoni. Wtedy słynny Pałac Zimowy był dopiero w budowie. To Katarzyna zapoczątkowała kolekcjonowanie zbiorów sztuki w nowo powstałych pałacowych wnętrzach kontynuując kocią tradycję. Najtrudniejszym okresem był czas Blokady Leningradu w latach 1941-44, kiedy to wszystkie koty były zjedzone przez mieszkańców okupowanego miasta.

Dopiero po wojnie, kiedy wszystkie dzieła sztuki były bardzo zagrożone, zorganizowano akcję sprowadzania kotów do byłej stolicy Imperium. Podobno pierwszy czworonog przyjechał pociągiem z Jekaterinburga i ma tam nawet swój pomnik😊 Tych z kolei jest mnóstwo w mieście Piotra I. Pomniki i figurki kotów w Petersburgu są prawie tak liczne, jak krasnale we Wrocławiu.
Futrzaki szybko się rozmnożyły. W latach 60-tych było ich tak dużo, że wszystkie z Ermitaża wygnano na ulicę. Wkrótce jednak pracownicy muzeum przeprosili się z kotami, ponieważ momentalnie pojawiła się plaga wygłodniałych myszy.

Dziś ermiki mają się bardzo dobrze, a ich liczba jest kontrolowana. Wszystkie koty są pod opieką weterynarza. Bardzo pilnuje się regularnej kastracji i sterylizacji. Pracownicy założyli specjalny koci fundusz, na który co miesiąc odprowadzana jest umówiona część z wypłaty. Każdy drapieżnik ma obróżkę z imieniem. Kiedyś były to nazwiska malarzy i tytuły słynnych dzieł sztuki. Dziś panuje już większa dowolność w nadawaniu imion. Te najbardziej uprzywilejowane, jak za imperatorskich czasów, mają dostęp do salonów. Pozostałe harcują w podziemiach. Każdy ma swoje legowisko oraz miskę z jedzeniem. Koty Ermitaża doczekały się nawet swojego święta. W tym czerwcowym dniu, odbywa się mnóstwo konkursów i zabaw, w szczególności dedykowanym dzieciom. A także od niedawna organizowane są również wycieczki tropem imperatorskich kotów.

Często można je spotkać na dziedzińcach pałacu i w pomieszczeniach niedostępnych dla turystów. Przechadzając się po parkingu dla pracowników, zauważymy nawet znaki drogowe ostrzegające przed obecnością koszek.
W przypadku, kiedy kwestia rozmnażania się, wymknie się spod kontroli,w lokalnych mediach ogłasza się radosną nowinę. Po kociaki rodem z Ermitaża ustawia się zawsze kolejka chętnych. Któż nie chciałby mieć kotka o iście imperatorskim pochodzeniu!

Długo wyczekiwana wizyta w piwnicach Ermitaża podczas mojego trzymiesięcznego wolontariatu.

 

“Ostrożnie, koty!”

 

Każdy z futrzaków ma swoją miskę i legowisko

 

Jednak i tak ulubionym miejscem dla większości są zawsze ciepłe rury

Podobne wpisy:

Podziel się:
2 komentarze Dodaj swoje
    1. Dzień dobry, =
      kilka lat spędziłam kilka miesięcy w Petersburgu na dwóch wolontariatach równocześnie. Popołudnia spędzałam w fantastycznym miejscu, jakim jest http://upsalacircus.ru/en/home/ a poranki właśnie w Ermitażu. Myślę, że o tym pobycie powstanie kiedyś wpis;) To był bardzo piękny czas

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *