Chiatura – świat kolejek linowych dla odważnych

Przed każdą wyprawą staram się wyszukać ciekawostki na temat danego kraju. Nie inaczej było przed wyjazdem do Gruzji przed kilkoma laty. Szperając po necie, przypadkiem natknęłam się na fotki z miasteczka Chiatura…

A że mam słabość do “industrialnych smaczków”, wiedziałam że tak przeorganizujemy szlak, że Chiatura znajdzie się prędzej czy poźniej na naszej trasie.

Do miasteczka z Kutaisi jechaliśmy marszrutką około dwóch godzin…A może mniej? Drogi niestety nie pamiętam, a szkoda, bo podobno bardzo malowniczo wije się i wspina górską doliną . Przejazd do Chiatury kojarzy mi się z upałem i kolejnym  bolesnym porankiem, (kac w Gruzji, to jak stały element krajobrazu), a nader wszystko moja choroba lokomocyjna postanowiła dać o sobie znać. Reasumując, był to dla mnie najgorszy przejazd podczas całego pobytu. Lecz czego się nie robi dla spełnienia malutkich marzeń – choć w tym przypadku raczej zachcianki.

By ujrzeć to niewielkie miasteczko w środkowej części Imeretii nad rzeką Kwirili, warto było pomęczyć się na podłodze zatłoczonej i dusznej marszrutki. Chiatura sprawia wrażenie wciśniętej, między czarne jak smoła manganowe skalne ściany, podziurawione niczym szwajcarski żółty ser i poprzecinane gęstą siecią kolejek linowych. I to właśnie przejażdżka taką właśnie rzężącą chiaturską kolejką była naszym celem.

Niezwykle bogate złoża rud manganu i żelaza były odkryte pod koniec XIX wieku i stały się podstawą rozwoju miasteczka liczącego dziś około 20 000 mieszkańców. Aby przyspieszyć transport górników z domostw położonych w dolinie rzeki do kopalni znajdujących się w górnych partiach skał, na początku lat 50-tych XX wieku zbudowano sieć kolejek linowych. I rzeczywiście – górnicy zdecydowanie szybciej mogli znaleźć się w manganowych tunelach, wydajność ich pracy wzrosła kilkukrotnie, komunistyczne władze były zadowolone. Powstawały więc kolejne osiedla bloków z wielkiej płyty, tym razem na plateau rudonośnych gór, aby pracownicy kopalni mogli jeszcze szybciej znaleźć się w pracy.  Z drugiej strony doliny było nawet sanatorium, by strudzeni stachanowcy mogli dochodzić do pełni sił i jak najszybciej wrócić do manganowego świata.

Dziś większość kopalni jest już wyeksploatowana, jednak w niektórych miejscach wciąż jeszcze nad głowami, z jednej krawędzi na przeciwległą kursują wagoniki przepełnione kopaliną, a dookoła odczuwalny jest specyficzny metaliczny zapach i smak. Wydobyte złoża wędrują na peron dla pociągów towarowych, a stamtąd całymi wagonami odjeżdżają w stronę najbliższej stalowni w Zestafoni. Dziś kolejki linowe w większości przypadków są środkami transportu komunikacji miejskiej. Za niecałego lari mieszkańcy mogą przemieszczać się między dzielnicami położonymi na różnych poziomach miasteczka.

Przerażający jest fakt, że ani wagoniki, ani cała infrastruktura nie była modernizowana od ponad 60 lat! Nie mniej przerażający jest przejazd zardzewiałymi rzężącymi wagonikami wspinającymi się czasem zupełnie w pionie, przy samej skale…Wrażenie piorunujące! I na pewno niezapomniane. (Chyba tylko nasz ojczysty język tak idealnie oddaje dźwięk poruszających się starych wagoników przy pomocy jednego słowa – rzężący).

Większość dnia spędziliśmy właśnie na przemieszczaniu się w górę i w dół skrzypiącym transportem działającym “na słowo honoru”. Vot – kakaja technika! Na szczycie plateau, udało nam się spotkać pracownika kopalni, który wyraźnie dał do zrozumienia, że do środka skały można się dostać. Dziś podobno niewielka część kopalni jest udostępniona do zwiedzania.

Kiedy nasyciliśmy już wzrok widokami, objechaliśmy wszystkie najdłuższe odcinki zrobiliśmy odwrót w stronę gruzińskich nizin.

Z wizyty w Chiaturze pozostał niedosyt. Jest po co wracać – wagoniki wciąż jeżdżą i trzymają się ;), nie doceniliśmy również najbliższej okolicy, w której znajduje się zabytkowy klasztor Mghvimevi  wykuty w skale. A może po prostu chcieliśmy, jak najszybciej zjeść pożegnalną gruzińską kolację z naszym gospodarzem z Kutaisi.

2013 (2018)

*Wszystkie fotki są autorstwa Wojtka Łużniaka. Dobrze, że przynajmniej Wojtek był w stanie robić fotki ;).

*Wspomnienia są z 2013 roku. Bardzo prawdopodobne, że dziś wiele mogło się zmienić. Podobno kursuje również nowy tabor.

Przejażdżka rzężącym taborem to nie lada wyzwanie
Kac w Gruzji boli jakoś bardziej:)
Co jakiś czas nad głowami kursowały pełne rud manganu wagoniki
Przez Chiaturę przepływa ciemna rzeka Kwirili
Widoki z góry zapierały dech
Dziś kolejka linowa jest najszybszym sposobem, by dostać się w rożne partie miasteczka.

Podobne wpisy:

Podziel się:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *