Berlin – podróż sentymentalna

Berlin to ważny kawał mojego nastoletniego życia. To kilkanaście wakacji, ferii zimowych, a w latach tuż po studiach dziesiątki pilotowanych grup. To w Berlinie zaprzyjaźniłam się z pierwszym obcokrajowcem 😊 Miałam wtedy 15 lat. Z Chińczykiem o imieniu Ning Bing pisaliśmy do siebie listy przez 6 lat! W Berlinie po raz pierwszy pomyślałam, że będę pilotem wycieczek i kiedyś wrócę tam z turystami. To między innymi z Berlinem kojarzę ukochanych Dziadków, którzy tam mieszkali i nauczyli mnie otwartości na świat. Również w Berlinie 15 lat temu, po raz pierwszy w życiu spróbowałam arabskiej kuchni. To właśnie tam palestyński kolega Atif wprowadzał mnie w tajniki jego kultury, kiedy to zbulwersowana narzekałam na arabskiego kelnera, który nie patrzył, ani nie reagował, gdy się do niego zwracałam.

Największym sentymentem darzę dzielnicę Tiergarten, w której mieszkali Dziadkowie. Codziennie dużo spacerowaliśmy, dzięki czemu poznałam mnóstwo ciekawostek, które Dziadek zapamiętywał przy okazji porannych prasówek. Pobliskim parkiem można było przejść prosto pod Kolumnę Zwycięstwa uwieńczoną pozłacanym aniołem. W trakcie trwania słynnej Love Parade przed laty w tym miejscu aż pod samą Bramę Brandenburską przelewała się rzeka ludzi. Więcej o moich doświadczeniach z Love Parade, tutaj. Parkowe ścieżki Tiergarten zawsze usiane były ludźmi uprawiającymi jakąś aktywność. Pamiętam, że robiło to na mnie duże wrażenie. Było to jeszcze sporo lat przed tym, kiedy u nas również pojawiła się moda na bieganie i zdrowy tryb życia. Aby przyjechać w odwiedziny do Dziadków, najlepiej było wysiąść na Dworcu ZOO utrwalonym w słynnej książce Christiane Felscherinow. Kiedy byłam tam po raz pierwszy uważnie rozglądałam się dookoła wypatrując scen z książki. Ale nic takiego nigdy nie wypatrzyłam.

Prawie codziennie przechadzaliśmy się obok Bendlerblock, na dziedzińcu którego został rozstrzelany Claus von Stauffenberg, jeden ze spiskowców, którzy dokonali nieudanego zamachu na Hitlera 20 lipca 1944 roku. Data z łatwością zapadła mi w pamięć, gdyż dokładnie 40 lat później przyszłam na świat 😉 Stamtąd już rzut beretem był od dzielnicy ambasad, z których największe wrażenie robiła na mnie Ambasada Egiptu. Pamiętam, że lubiłam przystawać naprzeciwko  i wyobrażać sobie, jak wygląda dzień pracy i procedury wejścia do budynku pracowników placówki, i jak wyglądają wnętrza tak oryginalnego i majestatycznego budynku.

Inny egipski akcent, który zawsze będzie kojarzył mi się z niemiecką stolicą, to popiersie idealnie pięknej królowej Nefretete w berlińskim Muzeum Egipskim. Wtedy jeszcze znajdowało się ono w dzielnicy Charlotenburg.  Informacja o idealnie symetrycznej twarzy i udokumentowanie tego faktu przy gablocie z eksponatem zrobiło na mnie tak ogromne wrażenie, że z jednej z najbogatszej na świecie kolekcji egipskiej, zapamiętałam tylko to i skarabeusza – świętego robaczka Egipcjan, który przynosi szczęście😊

Dziś ta ekspozycja znajduje się w byłym Berlinie Wschodnim, na Wyspie Muzeów.  Lubię odwiedzać Wyspę ze względu na Muzeum Pergamońskie. Znajduje się tam perfekcyjnie odtworzony Ołtarz Zeusa, o którym słyszałam w dzieciństwie przy każdej wizycie w Berlinie. I dlatego kilkanaście lat później, podczas wymiany studenckiej w Turcji, miasto Bergama było na liście obowiązkowych do zobaczenia miejsc. Dziś w lokalizacji starożytnego Pergamonu pasą się krowy, a lokalny przewodnik opowiada o zarośniętych trawą fragmentach ruin. Miejsce, gdzie oryginalnie znajdował się ołtarz jest ogrodzone, a z tabliczki informacyjnej można dowiedzieć się, że zabytek w całej okazałości można dziś podziwiać w Berlinie.

Wszystkie zabytki wzdłuż Unter den Linden,  głównej arterii na wschód od Bramy Brandeburskiej, aż po Katedrę Berlińską i Alexander Platz z wieżą telewizyjną to trakt który jednoznacznie kojarzę z działalnością pilotowania grup. A jeśli Berlin i grupy, to oczywiście okres jarmarków świątecznych. Tradycja jarmarków narodziła się właśnie w Niemczech i praktykowana jest w tym kraju od setek lat. W Berlinie każdy plac zabudowany jest świątecznymi budkami, wszędzie roznosi się zapach grzanego wina, rozbrzmiewa muzyka, a okolicę rozświetla tysiące lampek. Wszystko wygląda pięknie, ale do dziś jakoś nie czuję tego klimatu😊

Moja wersja wschodniej części Berlina, to alternatywne dzielnice loftowe powstałe na terenach pofabrycznych, coraz częściej w ciekawy sposób zagospodarowane tereny industrialne, a przede wszystkim street art na prawie każdej większej wolnej powierzchni, w tym oczywiście kultowa East Side Gallery ze słynnym pocałunkiem Breżniewa i Honeckera. A wszystko na najwyższym poziomie.

Moją miejscówką w Berlinie jest Potsdamer  Platz. Dzięki strategicznemu położeniu tętniło życiem już w latach 20 tych ubiegłego wieku. Jak większość miasta, Plac Poczdamski został zbombardowany i doszczętnie zniszczony podczas II Wojny Światowej. W latach podziału Berlina, na placu spotykały się sektory: amerykański, brytyjski i radziecki. Kiedy w 1961 roku wzniesiono Mur Berliński, przebiegał on właśnie tamtędy. Dziś w tym miejscu, stoi „ku przestrodze” krótki fragment muru, a przez całe miasto przebiega symboliczna linia. W latach 90–tych Plac Poczdamski był największym placem budowy Europy, a symbolem miasta stał się budowlany żuraw. Od tamtej pory było to moje ulubione miejsce w Berlinie. Przy okazji każdej wizyty odwiedzaliśmy plac obserwując postępy w pracach. Do dziś pamiętam czerwony budynek Infoboxu, w którym można było oglądać makietę z wizualizacją przyszłej zabudowy. Wtedy wydawała się ona nieprawdopodobna! Na działkach sprzedanych  inwestorom szybko wyrosły nowoczesne szklane drapacze chmur. Nad  kwartałem należącym do Sony wybudowano futurystyczny „dach” zwany potocznie “berlińskim Fuji San”. Za każdym razem odwiedzałam również galerię handlową Arkady wciśniętą między nowoczesnymi wieżowcami. W okresie okołoświątecznym zawsze była cudnie udekorowana, natomiast często znajdowały się tam tematyczne wystroje. Pewnego roku , na podłodze rozłożona była ogromna makieta przedstawiająca mapę świata. Aby dostać się z Ameryki Północnej do Azji (nie przez Cieśninę Beringa😉), trzeba było wykonać kilka dużych konkretnych skoków.

Odcinek między Placem Poczdamskim do Reichstagu to kawał historii i informacji, o których można poczytać w każdym przewodniku. Lubiłam przystawać przy Pomniku Pomordowanych Żydów Europy, który za każdym razem robił na mnie to samo ogromne wrażenie.

Kawałek dalej, tuż przy bramie Brandenburskiej znajduje się prestiżowy hotel Adlon, o którym często opowiadało się ciekawostkę, że w pralni hotelu pracuje Polak 😊. Moim wspomnieniem związanym z hotelem jest wizyta Michela Jacksona w Berlinie, w 2002 roku, kiedy to przez okno pokazał fanom nowonarodzonego synka z głową przykrytą białym kocykiem. Świat obiegła wtedy fotografia wiszącego za balustradą niemowlaka. To właśnie to zdjęcie widziałam w tygodniku Bild następnego dnia po incydencie 😊.

I oczywiście siedziba Parlamentu Niemiec. Budynek Reichstagu po burzliwej historii, dostał nowe życie w momencie, kiedy pod koniec lat 90-tych Norman Foster zrewitalizował gmach. Wybudowano na nim wtedy szklaną kopułę. Był to kolejny cel naszych spacerów. Pewnego dnia przed Reichstagiem sprzedawano, za ok 2 marki pocztówki z przyklejonym kawałkiem  srebrnego materiału. Było to tworzywo, którym pokryto cały gmach 2 miesiące przed nasza wizytą(!), w ramach artystycznej instalacji autorstwa Christo Jawaszewa i żony Jeanne – Claude. Pamiętam, że Dziadek powiedział wtedy: kiedyś ta pocztówka będzie wiele warta, a Wy trzymacie w ręku kawał historii. Dziś spacer wokół kopuły Reichstagu powinien być moim zdaniem obowiązkowym punktem wizyty w niemieckiej stolicy. Przed budynkiem zawsze jest kolejka turystów chętnych do odwiedzin, co dobrze obrazuje znaczenie budynku powstałego, w końcu, dla ludu.

Na koniec wzmianka o berlińskim metro. Całe miasto jest świetnie skomunikowane. Dla mnie przejażdżka metrem zawsze była swoistą atrakcją. Nigdy nie zapomnę dnia, kiedy wraz z kuzynką dostałyśmy od sąsiadki całodzienny bilet na wszystkie środki transportu. To dopiero była przygoda! Wymyśliłam zabawę, by jeździć w ciemno i wysiadać, np. za dwa przystanki. Potem pięć kolejną linią . Po godzinie jeżdżenia nie wiadomo w jakim kierunku, naszym zadaniem było wyjść na powierzchnię, zorientować się, gdzie jesteśmy i wrócić do domu😊 Były to czasy, kiedy tylko jedna z nas miała telefon – Nokię 3210, a nie każda po smartfonie z aplikacją Google maps. W każdym razie zabawa przednia! Tym bardziej, że przypadkiem znalazłyśmy się na obrzeżach miasta, w dzielnicy tureckiej. Ale to był dla nas kulturowy szok! Sklepy z tradycyjnymi ciuchami, kolory, zapachy przypraw z knajpek z kuchnią lokalną. Pięknie! Już wtedy zakochałam się w berlińskiej multi kulti.  Na bazarach było zawsze głośno, kolorowo i ciekawie. A na końcu ulicy market Woolworth, w którym kupowało się upominki dla znajomych😊

To jest właśnie mój Berlin. Bez ogromu praktycznych informacji, jak dojechać, gdzie zjeść, ale pełen ważnych wspomnień i miejsc.

2018

 

Berlińskie metro, źródło: pixabay.com

 

Kopuła Reichstagu od wewnątrz, źródło: pixabay.com

 

Pomnik Pomordowanych Żydów Europy, źródło: pixabay.com

Podobne wpisy:

Podziel się:
4 komentarze Dodaj swoje
  1. Gгeat post. I was checҝing continuously this blog and I am impreѕsed!
    Veгy helpful info specially the last part 🙂 I care for such info
    much. I was looking for this particular info for a veгү long time.
    Thank you and good luck.

    1. Dzięki Bożena! Jeśli tekst Cię zainspirował do odwiedzenia nowych miejsc, to dla mnie to podwójna radość!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *